Od grzechu do zbawienia

Kontakt

Jan Cichocki
E-mail: konfrontacje.jancichocki
@gmail.com.pl



Statystyki (2)

Odsłon artykułów:
662044
chrzest
umywanie nóg
Dwie tablice Prawa
papież
hostia
Tradycja ludzka
Tradycja2-Fatima



Urodziłem się w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Józefy Cichockich w ubogiej wsi Ciciborze Dużym.  Wieś znajduje się w odległości 5 km od miasta Biała Podlaska po stronie północnej przy szlaku drogowym wiodącej do Janowa Podlaskiego. Matka moja z domu Ryżko wraz ojcem po powrocie z tułaczego życia w Rosji, osiedliła się w Ciciborze Dużym w opuszczonym majątku rodzinnym Apoloni i Pawła Ryżko. Dziadkowie wraz z całą rodziną wyemigrowali do Rosji w 1914/15 roku przy es kordzie wojsk carskich.  Kozacy w licznie kilku dziesięciu przybyli do wsi strasząc, że przybyli spalić wieś, gdyż przybliżają się wojska nienieckie. Matka moja wspominając swoje dziecinne lata mówiła: „ Kozacy nawoływali mówiąc uchodźcie, uchodźcie, nie bójcie się, Rosja to matka wielka, chleba wszystkim starczy.” Zaraz po powrocie z Rosji dziadek Paweł zmarł  07.09.1922R. Właśnie w tej wsi urodziłem się ja Jan Cichocki 11.08.1932R w tym oto domu stojącym do dnia dzisiejszego.

Rodzice na skutek trudności wyżywienia rodziny z niewielkiego areału rolniczego, opuścili wieś i przeprowadzili się do Białej Podlaskiej w 1938. Pierwszym miejscem zamieszkania była ul. Sitnicka. Tutaj w dniu 13,10,1938 zmarła moja młodsza siostra Urszula urodzona 10,04,1935r

Drugim miejscem zamieszkania była ul. Glinki, która na dzień dzisiejszy wygląda tak jak na zdjęciu. Przeprowadzka nastąpiła w maju 1939r. Po lewej stronie zdjęcia zamiast nowego osiedla, które obecnie istnieje były pola uprawne i rosły piękne łany zbóż, w których moje siostry Regina i Halina ukrywały się w czasie łapanek niemieckich na roboty
do Niemiec.




Naukę w klasie pierwszej rozpocząłem w  roku  1939 w Szkole Nr 2 przy ulicy Janowskiej. Szkoła po wkroczeniu wojsk niemieckich została przejęta przez oddziały nienieckie.
 




 Trzecim miejscem zamieszkania była ulica Koszarowa, która obecnie jest zmieniona na Akadaemicką. Zdjęcie przestawia ten sam budynek w którym sie wychowywałem, ale po kapitalnym remoncie, w którym obecnie zamieszkuje syn Bogdana Budzyńskiego, wnuczek mojej siostry Haliny.


Jedyna pamiątką po dawnych koszarach wojska polskiego pozostały dwa bloki mieszkalne, w których mieszkały rodziny podoficerów zawodowych. Na tle bloków - z prawej strony, mama z Zosia Melaniuk z jej siostrą, Jan Majchrowski, Aleksander Hajzer z żoną, Halina Budzyńska z nężem Bronisławem, Regina Kużniarska. W czasie wybuchu wojny z niemcami, pierwszym okupantem w 1939 r byłi rosjanie, a nie niemcy. Widziałem ich czołgi na ulicy Warszawskiej, po drugiej stronie koszar, jak w zwartym szyku posuwali sie w kierunku Warszawy i w niedługim czasie po tym wydarzeniu woiska rosyjskie, które zajęły koszary. Na przeciw mego domu, w którym mieszkałem była brama wjazdowa do koszar. Widziałem tam wartownika rosyjskiego z zawieszonym karabinem na ramieniu, nie na pasku, ale sznurku. Po wyzwoleniu Białej  bloki widoczne na zdjęciu, zostały zajęte przez sztab marszałka Rokossowskiego, a później przez drugiego okupanka, wojska rosyjskie. Zdjęcie pochodzi z roku 1952.   



Po ukończeniu szkoły podstawowej dalszą naukę pobierałem w Liceum Handlowym, które mieściło się w parku radziwiłłowskim w zabudowaniach; na zdjęciach - po lewej stronie. W budynkach tych 
mieściła sie też Szkoła Krawiectwa Zawodowego dla dziewcząt.

Cały park, w którym mieściła się siedziba radziwiłłów otoczony był wałami obronnymi w wysokości trzech łokci i dość szereką i głęboką fosą. Przebiegały one od strony wschodnio północnej, ku północno zachodniej. Natomiast od strony południowej, zamek broniony był przez zalesione bagna, staw i rzekę.

 Do środka obwarowanego zamku można było dostać się tylko przez zwodzony most, który znajdował się w miejscu obecnie widocznej bramy wjazdowej. Zamek zkładał się z obszernego pałacu z dwoma pawilonami. Na czoło zamku wybija się z dala widoczna, wysoka wieża. Na przeciw bramy wjazdowej znajduje sie pałacyk, w którym mieszczą się dwie biblioteki: powiatowa i regionalna.
Na terenie parku znajduje sie też muzeum regionalne jak i z  miasta - Biała Podl. Niewątpliwie wykopaliska archeologiczne, które są  obecnie prowadzone na terenie parku, zbiory te wzbogacą. Opis lufy armatniej przedstawiony jest na zdjęciu poniżej:
 

      
 
 
Od strony południowej, od której były nigdyś bagna, staw i rzeka, jest obecnie brama, przy której stoję z wnuczkiem Bogdana Budzyńskiego. To tędy gdy miałem 6-7 lat codziennie z moją matką przechodziłem do wydzierżawionego sadu, by pilnować nocą owoców wykupionych na pniu, by je później odsprzedać z zarobkiem sklepikarzom pochodzenia żydowskiego. Było to jedyne, w tym czasie zajęcie, które wspomagało dochody ojca na utrzymanie rodziny. Pamiętam z tych lat rzekę o wodzie czystej jak szkło, przez które można było widzieć dno z pływającymi rybami i żółym piaskiem. Przy tej rzece urządzone było miejsce na kąpielisko dla dzieci, młodzieży i ludzi straszych. Po prawej stronier kąpieliska, była wypożyczalnia kajaków do pływania jak i wycieczek kajakowych. Dlatego z wielkim żalem spoglądam obecnie na tą samą rzekę w której widzę, brudną, i śmiedzącą wodę.
         To w tej jeszcze czystej rzece zostałem, ochrzczony chrzten  biblijnym przez zanurzenie w 1949r. i przyjety jako prawowity członek  do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Od tego czasu wzór obrządku pozostawiony przez Chrystusa: Chrzest i Wieczerza Pańska towarzyszą mi w życiu przypowinając wypowiedź Apostoła Pawła z Rzym. 6:3-5" Czyz nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z Nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jako Chrystus wskrzeszony zstał zmartwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo  jeśli   wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, wzrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania"  i z 1Kor.11:26 "Albowiem ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujcie, aż przyjdzie"  
Pamiętam jak od klasy pierwszej aż do samego Chrztu pobierałem nauki religii z Pisma Świętego w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, które konfrontowałem z naukami prowadzone przez księdza w szkole od podstawówki aż do samej matury. Nigdy nie opuszczałem lekcji religi w szkole, prowadzone przez księdza, ale wręcz przeciwnie, bardzo często w niej uczestniczyłem w dyskusji i zadawniu pytań. Dobrze do dziś pamiętam odpowiedź księdza na zadane pytanie jednego ucznia. Brzmiało ono tak: Czy ludzie innego wyznania, czytający Biblię niekatolicką będą zbawieni? Usłyszałem odpowiedź rzetelną, uczciwą i zgodną z tekstem zapisanym w Apokalipsie 1:3, gdyż odpowiedź brzmniała: "Jeśli będą żyć zgodnie z tym, co tam jest napisane, to będą zbawieni"  Polubiłem księdza Dadeya i najwidoczniej polubił on i mnie. Przypuszczenia swe opieram na tym, że po ukończeniu  szkoły ksiądz w dalszym ciągu odwiedzał mój dom wiedząc, że nie jesteśmy, ja ani moja matka katolikami. Ksiądz Dadey można by rzec, był moim drugim ojcem duchowym, którego mile wspominam.                                                                                                                                     
Miasto Biała Podlaska, w którym się wychowywałem, uczyłem i żeniłem jest ciągle w mej pamięci. Gdy odwiedzam to miasto, to w mych myślach odżywają wspomnienia lat młodości. Pamiętam miejsca, które zmieniły się i dzisiaj są nie do poznania. Tu gdzie obecnie znajduje sie stadion miejski, stały od strony zachodniej dwie i od strony połudiowej jedna stajnia o długości około 100 mertowej każda. Przed rokiem 1939 stacjonowały w nich konie wojsk ułańskich. Natomiast od strony północnej, przy drodze Sitnickie stały trzy długie drewniane budynki wojskowe. Tereny te już w roku 1950 zaczęto zagospodarowywać. Z początku wybudowano Techikum Finansowe, a później stadion miejski. W zalesieniu terenów wokół budynku Techikum brałem udział i ja wraz z całą klasą w tedy, gdy jeszcze byłem uczniem Gimnazjum Handlowego w 1951 - 1953r. Centrum miasta o wymiarze kwadratu, z moich młodzieńczych lat, znajdowało sie przy " Placu Wolności". Przez środek placu, przebiegały przecinające sie dwie ścieszki: Od ulicy Piłsudzkiej do ulicy Brzeskiej i od ulicy Janowskiej do ulicy Warszawskiej. W środku przecinających sie dróg, był duży klomb zagospodarowany kwiatami a na czterech trójkątach rosły drzewa i trawa. Przy dość szerokich ścieszkach ustawione były z dwóch stron ławki, na których spodkać można było odpoczywających młodych i starszych mieszkańców miasta. Dzisiaj jest to plac betonu i kamienia. 
 Strona zachodnian Placu Wolności zabudowana była budynkami użytku publicznego takimi jak: Poczta Polska, biura władz miasta i powiatu bialskiego, jak też pomieszczenia parterowe na sklepiki i lokale mieszkalne znajdujące sie na piętrze pierwszym. Po tej też stronie w czasie okumacji niemieckiej były wykonywane egzekucje patriotów Podlasia Południowego, przy licznie, siłą przypędzonej ludności polskiej przez niemców. W miejscu tym wykonano dwie egzyckucje : 11 i 23 listopada 1943r na ogólnej liczbie - dwudziesu sześciu patryjotach. 
 Zdjęcie pierwsze przedstawia Palc Wolności od strony wschodniej, przez, który przebiegała główna ulica łącząca: ulicę Warszawską z Brzeską. To przez środek miasta przebiegała trasa transportowa z Warszawy do Brześcia. Tędy też kilkadziesiąt czołgów rosyjskich w 1939 roku pędziły na pełnym gazie w kierunku Warszawy. Nie dotarły tam jednak, bo po czwartym rozbiorze Polski, przez Rosje i Niemcy i na mocy układu między nimi, musieli cofnąc się za Bug. Obecnie po wybudowaniu obwodnicy pomijający transpost ciężkich samochodów przez miasto, ulica Brzeska została przemieniona w deptak, po którym spokojnie można przejść aż do ulicy tysiąclecia. Właśnie na tej ulicy zostało zrobione zdjęcie drugie.

Bardzo dobrze pamietam i te czasy, w których zaraz po wojnie rodzina Nurzyńska przeprowadziła się z Cicibora Dużego do Białej Podlaskiej na ulicę Placu Wolności i zamieszkała w budynku ze zdjęcia pierwszego. Dwa pierwsze okna z lewej strony wychodziły z ich mieszkania w strone południową. Od tego czasu nabożeństwa sobotnie odbywały się w ich mieszkaniu, aż do czasu ich wyjazdu do Stargardu Szczecińskiego. Po ich wyjeździe nabożeństwa zmiennie odbywały sie u Sabiny Konopka przy ulicy Polnej lub u Marty Herdy przy ulicy Sadowej.


Po przyprowadzeniu się rodziny Majchrowskich do Białej i zaadoptowaniu jednego pomieszczenia na kaplicę, nabożeństwa przeniesiono do ich mieszkania. Na piętrze dwa pierwsze okna od lewej wychodzą z ich pokoiu na ulicę Warszawską w kierunku wschodnim. Natomiast okno winklowe jest oknem z kaplicy. Po wyjeździe Jana Majchorwskiego do syna Eugeniusza zamieszkałego w Australii i po wymarciu ostatnich członków Koscioła Adwentystów, kaplica nie była już potrzebna. Dlatego pomieszczenia te zostały przejete przez rodowitego właściciela.
 Z okna kaplicy można było zobaczyć Kściół Św. Anny, zbudowany przez Grzegorza Ilicza Marszałka Wiekiego Księstwa Litewskiego. Na widownie dziejową występuje za króla Zygmunta Augusta. A czasach wielkiego ruchu reformatorskiego Biała Podlaska stała się poważnym, jak na te czasy, ośrodkiem ruchu kalwińskiego, a póżniej ariańskiego. Proboszcz z tego kościoła jest sympatykiem róchów reformatorskich i bierze udział w synodzie reformowanych, po którym przechodzi na kalfinizm. W Białej powstaje szkoła kalwińska i dość liczebny zbór.

Mile wspominam czasy nabożeństwa , które rozpoczynały się przy akompaniamencie dzwonów, które oznajmiały rozpoczęcie nabożeństw dwóch kościołów: katolickiego i adwentystycznego. Mile też wspominam chwile wspólnych prób jak i występów chóru, który powstał za czasów pracy w naszym zborze brata Stadnika i jego żony. W chórze śpiewali członkowie starsi i młodzi, do których i ja sie zaliczałem. Siostra Stadnik - Michalska miała wielki dar, dzięki któremu potrafiła nie tylko zachęcić do śpiewania, ale i z nieuków uczynić chór. oklaskiwany w czasie koncertu w naszej kaplicy. Mile było widzieć ludzi zatrzymujących sie przy otwartym oknie, słuchających naszym pieśni i nie często też głoszonych kazań.
  Ściana północna ulicy Placu Wolności, łączy się z ulicą Grabanowską. Na ulicy tej i potem mieszkali adwentyści i moja siostra Halina Bydzyńska. Budzyński z zawodu był piekarzem. Zaraz po ślubie wyjechał do Wisznic, gdzie urodził mu się syn Bogdan w 1940r. Po urodzinach powrócił do rodzinnego miasta Białej Podlaskiej i zamieszkał na ulicy Grabanowskiej, pracując w piekarni swego ojca. Zaraz po wyzwoleniu przez Rosjan, założył własny biznej wypiekając chleb i ciasta, które sprzedawała we własnym sklepie jego żona Halina. Adwentyzmen zainteresował się po przeczytaniu książki, którą zaoferowała mu, jego teściowa Józefa Cichocka. Książką tą pyła powieśc pod tytułem " Chata Wuja Toma" Zainteresował się bogobojnym życiem niewolników murzyńskich do tego sopnia, że przyszedł prosić o inne książki i wtedy otrzymał Pismo Święte. Od tego czasu rozpoczęła sie dyskusja na tematy religijne. Trwało to przez półtora roku, po tym okresie, zdecydował się na na Biblijny chrzest po przez zanurzenie. Dokładnie pamiętom tą chwilę, bo w tej uroczystości obok Budzyńskich i ja  brałem udział, w raz sześcioma innymi osobami. Przed chrztem, który odbył się w dniu 18/06/1949 r Bronisław Budzyński miał doświadczenie, które później opowiedział w apełu ewangelizacyjnym w czasie nabożeństwa sobotniego. Mówił on: " Uwierzyłem, że życie zgodne przekazami Pisma Świętego jest prawidłowe i chciałbym tak żyć, ale miałem wątpliwości. Czy rzeczywiście dzień żydowski "sobota" jest tym dniem, który powinienem święcić? Nie tak dawno, mówił, jak tydzień temu wyjechałem w sobotę z wóżkiem na lody, by je sprzedać. Pogoda była słoneczna i zanosiło się na ciepły, piękny dzień. Wtedy po obsłużeniu kilku klijentów, ni z tąd, ni zowąt, zerwała sie  silna wichura, do tego stopnia, że wózek z lodami przewrócił sie "do góry nogami" lody z dwóch pojemników znazły sie na chodniku,  a wafle zaczeły fruwac wysoko w górze.  Przyjołem więc to wydarzenie  za odpowiedź Boga na moje wątpliwośc,i co do świętości tego dnia. Podjołem więc decyzje o przygotowania się do chrztu.  Wypadek ten miał miejsce na roku ulicy Janowskiej i Placu Wolności. Mniej więcej w miejscu z widocznymi stolikami